Terapia. Wiedza. Inspiracje.
Poradnik

O BLW z logopedycznego punktu widzenia

Każdy rodzic malucha, prędzej czy później, staje przed wyborem metody rozszerzania jego diety. Od kilku lat, niezwykłą popularnością cieszy się BLW (Baby Led Weaning, w Polsce nazywane: Bobas Lubi Wybór) – a więc sposób karmienia dziecka, pomijający etap przyjmowania zmiksowanych posiłków, dający mu samodzielność w decydowaniu, co zje, w jakiej formie i czy w ogóle zje, od początku uczący jedzenia stałych, nierozdrobnionych pokarmów. Co na ten temat może sądzić logopeda? I jak BLW może wpłynąć na rozwój mowy i jej jakość? 

Post powstał dzięki współpracy z Moniką – mamą, pedagogiem specjalnym, terapeutą WWR i twórcą pomocy terapeutycznych marki Kreatimo. Monika poprosiła mnie o przygotowanie części logopedycznej jej nowego filmu na YT na temat BLW. Oczywiście, zgodziłam się! Efekt pracy Moniki (i w malutkiej części mojej) możecie zobaczyć klikając w link. Dodatkowo zapraszam Was na profil Moniki na Instagramie – @kreatimo oraz jej sklep z pomocami terapeutycznymi KreatiMo na facebooku.

A wracając do BLW! Na początek warto zaznaczyć, że do 1 roku życia, idealnym sposobem karmienia, z punktu widzenia logopedy, jest karmienie piersią, będące naturalnym ćwiczeniem narządów artykulacyjnych i stanowiące bardzo ważny etap w rozwoju przestrzeni oralnej i przygotowania do rozszerzenia funkcji tej przestrzeni, również na mowę. Żeby było jasne, absolutnie nie jestem laktacyjnym terrorystą, zdaję sobie sprawę, że nie każda mama chce lub może karmić piersią – rozumiem to i szanuję, mama karmiąca mm też jest super mamą! Nie zmienia to jednak faktu, że karmienie piersią jest dla dziecka najlepszym sposobem karmienia.

Tak, jak zaznaczyłam wyżej, głównym pożywieniem dla dziecka do 1 roku życia powinno być mleko (czy to z piersi, czy butelki), dlatego musimy wyjść z założenia, że rozszerzanie diety nie służy najadaniu się przez dziecko i jego dożywianiu – w czasie rozszerzania diety (najwcześniej od 6 miesiąca życia, kiedy dziecko już siedzi), dziecko uczy się smaków, faktur, wyrabia w sobie preferencje żywieniowe, przyzwyczaja do uczestnictwa w posiłkach rodziny i, oczywiście, ćwiczy narządy artykulacyjne. Pod tym względem, BLW wydaje się idelane – dziecko nie jest zmuszane do jedzenia (a co za tym idzie, nie wyrabia sobie negatywnych skojarzeń związanych z posiłkami – jest mniejsza szansa, że będzie niejadkiem), samo kontroluje posiłek (jego ilość i rodzaj), a przez to trenuje czucie ułożenia narządów artykulacyjnych, czy wycofuje odruch wymiotny.

Prawidłowy model rozwoju czynności pokarmowych (pomijając jednoczesny trening czynności związanych z piciem), zakłada przechodzenie przez kolejne etapy: ssanie naturalne, pobieranie pokarmu z łyżeczki (wiem, wiem, w BLW pomija się ten etap, skomentuję to później), preodgryzanie, pregryzienie, odgryzanie, gryzienie, żucie (Pluta-Wojciechowska, 2013). Nie dotarłam do badań, które analizowałyby stricte związek BLW z rozwojem mowy i logopedią (mam tu na myśli standaryzowane badania naukowe, nie artykuły będące przemyśleniami i spostrzeżeniami), wykorzystam jednak wyżej wspomniany model, jako podstawę rozważań nad metodą. Prof. Pluta-Wojciechowska zwraca uwagę, jak ważny w rozwoju narządów artkulacyjnych jest etap preodgryzania i pregryzienia (inaczej pseudoodryzania i pseudogryzienia), a więc używania bezzębnych dziąseł, języka i podniebienia do rozdrabniania pokarmu. Jak sama nazwa wskazuje, są to czynności przygotowujące dziecko bezpośrednio do odgryzania i gryzienia, a także żucia, już z użyciem zębów. Przecież każda mama dawała nam w rączkę skórkę od chleba, którą się oczywiście wkładało do buzi i, powiedziałabym gryzło i rozcierało, ale jak już wiemy, bez zębów to nie gryzienie, a pregryzienie. Czy zatem nasze mamy intuicyjnie nie wprowadzały nam elementów BLW? Warto zaznaczyć jeszcze raz, do jedzenia pokarmów innych niż papka, nie trzeba mieć zębów, wręcz przeciwnie, podawanie stałych konsystencji w bezzębnym okresie, doskonale przygotowuje buzię do prawdziwego gryzienia. Zatem, metoda BLW to doskonałe ćwiczenie narządów artykulacyjnych – języka, podniebienia, warg, żuchwy i policzków. Prócz związanych z tym plusów dla rozwoju mowy (przecież wiele ruchów pokarmowych jest podobnych do tych, w trakcie wypowiadania głosek), metoda ta działa profilaktycznie, zmniejszając szanse na wady wymowy (silne mięśnie policzków i przestrzeni wokół ust to mniejsze prawdopodobieństwo m.in. seplenienia; wzmocnione podniebienie to mniejsze prawdopodobieństwo problemów z głoskami tylkojęzykowymi, np. k; silny, sprawny język jest potrzebny do wymowy wszystkich głosek). Analogicznie, buzia, która nie dostaje stałych pokarmów, jedynie zmiksowane posiłki, nie jest motywowana do pracy – narządy artykulacyjne są rozleniwione, a mięśnie słabe (porównaj sobie swoje ciało, kiedy ćwiczysz i kiedy tego nie robisz – masz mniej siły, prawda? Czym mniej się ruszasz, tym bardziej nie masz na to ochoty; z mięśniami twarzy i narządami artykulacyjnymi jest to samo – niećwiczone mają problem z poruszaniem – czuciem, precyzją ruchów i ich siłą, a przecież to niezbędne do prawidłowego wypowiadania głosek). Jednym z moich pytań podczas wywiadu logopedycznego, jest zawsze pytanie o gryzienie twardych rzeczy – czy dziecko lubi to robić, potrafi i czy sprawia mu to trudność. Zawsze pytam także o to, co dziecko jadło i w jaki sposób, od początku rozszerzania diety. Wiem bowiem, że nieprawidłowości w tym zakresie bardzo często mają ogromny wpływ na mowę (i wymowę) dziecka.

A więc, ja, logopeda, jestem zdecydowanie za metodą BLW – stały pokarm w buzi malucha, to motywacja do ćwiczenia narządów artykulacyjnych, a co za tym idzie przygotowanie do wypowiadania głosek. Plus ćwiczenie koordynacji wzrokowo-ruchowej i motoryki małej, bo przecież nie tak łatwo trafić rączką do buzi [warto zaznaczyć, że ćwiczenia motoryki małej i dużej rozwijają również mowę – w mózgu ośrodki zawiadujące tymi funkcjami leżą bardzo blisko].

Kolejnym, niewątpliwym plusem BLW z punktu widzenia logopedy, jest stymulacja mowy biernej dziecka, a więc poszerzanie zasobu jego słownictwa (ileż łatwiej poznaje się słowo, kiedy daną rzecz można nie tylko dotknąć, ale też spróbować). Dostarcza się również przez to wzorców wymowy i pokazuje, jak się stosuje poszczególne zwroty w komunikacji.

Muszę tylko dodać jedną rzecz, troszkę sprzeczną z założeniami BLW. Mam na myśli jedzenie z użyciem łyżeczki. Wiem, że to przeczy samodzielności, sprawia, że to nie dziecko decyduje, co i jak je. Pozostaje jednak do przemyślenia fakt, czy nauki pobierania pokarmu z łyżeczki nie można połączyć w jakiś sposób z BLW. To również bardzo ważny etap rozwoju i ćwiczenie buzi (przygotowuje m.in. do picia z kubeczka) – pracują wtedy wargi, szczególnie górna przy ściąganiu pokarmu, mięśnie policzkowe, język, koordynuje się oddech. Chyba nie warto rezygnować z tego całkowicie.

Na zakończenie, Kochani, dbajcie o rozwój narządów artykulacyjnych, a co za tym idzie, mowy, swoich dzieci. Nawet jeśli nie jesteście za metodą BLW, nawet jeśli podajecie dziecku zmiksowane pokarmy, przeplatajcie to z podawaniem bardziej stałych konsystencji, tak jak pisałam wyżej, nawet twardej skórki od chleba, która zmusi małą buzię do ćwiczeń. Przecież zawsze lepiej zapobiegać, niż leczyć, prawda?

 

 

 

 

 

Literatura: Wojciechowska-Pluta D., 2013, Zaburzenia czynności prymarnych i artykulacji. Podstawy postępowania logopedycznego, Wyd. Ergo Sun, Bytom.

Źródło zdjęcia: Freepik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *